Płyną łódką dominikanin, jezuita i kapucyn. Po jakimś czasie zabrakło im wody pitnej. Dominikanin zaofiarował się, że pójdzie do sklepu. Wyszedł z łódki i po wodzie poszedł do sklepu. Tak samo wrócił. Gdy kolejny raz zabrakło wody, stwierdzili, że teraz kolej na kapucyna. Kapucyn poszedł po wodzie i wrócił. Za trzecim razem po wodę miał iść jezuita. Wszedł do wody i zaczął się topić. - Po palach, durniu! - krzyczy dominikanin. - Po jakich palach? - zapytał kapucyn.
Było to przed wojną, gdy zapadł zmrok, jeden z naszych braci wracał z pociągu do klasztoru. W ciemnej uliczce zastąpiło mu drogę dwóch młodzieńców. Nasz współbrat nawet nie widział ich twarzy osłoniętych mrokiem, a oni nie dostrzegli habitu spod długiego płaszcza: - Wyskakuj pan z tego palta, daj zegarem portfel i co wartościowe. Tylko pospiesz się pan, bo zimno jak diabli!, powiedział wyższy z nich. W pewnym momencie nadjechało auto oświetlając całą postać zakonnika. - O, kurcze, nasz kapucyn! - wybaczy ojciec, jak u nas ulice słabo oświetlone, gdybyśmy ojca widzieli, to byśmy nie napadali. I oddając naszemu współbratu płaszcz zaproponował; - Ojciec pozwoli, ze go odprowadzimy. Tylu tutaj różnych oprychów się kręci, a niebezpiecznie jest chodzić samemu.
W pewnej miejscowości mieszkańcy dowiedzieli się, że zgodnie ze zwyczajem zmieniono w klasztorze gwardiana (przełożonego klasztoru). Prawie natychmiast przy furcie klasztornej zjawił się jakiś ciemny typ, który dopytawszy się, który to jest gwardian, podszedł do niego: - Ojcze - powiedział - dobrze znałem poprzedniego gwardiana, był wobec mnie bardzo hojny i dawał mi zawsze pieniądze. Mam nadzieję, że ty także! - Oczywiście bracie. Tylko widzisz, to ja jestem starym gwardianem. Nowy przybędzie tu za jakieś dziesięć dni!
Było to w czasach, gdy podczas obrzędu chrztu ksiądz namaszczał olejem świętym pierś dziecka. W czasie chrztu jeden z naszych braci mówi do matki chrzestnej: - Proszę rozpiąć bluzeczkę na piersi. A sam sięga po olej. Gdy matka chrzestna zaczyna spełniać polecenie, kapłan dodaje szeptem: - Nie sobie, dziecku!
Chłopak, zainteresowany zakonem, pyta się jezuity: - Czy to prawda, że wy jezuici zawsze odpowiadacie pytaniem na pytanie? - A kto Ci takie głupoty naopowiadał?...
Dominikanin, kapucyn i jezuita idąc ulicą nagle doznali objawienia. Ujrzeli Stajenkę Betlejemska i Świętą Rodzinę. Dominikanin upadł na kolana widząc tę wspaniałą ikonę Trójcy Świętej. Franciszkanin upadł na kolana widząc Króla Wszechrzeczy przychodzącego na świat w ubóstwie. Jezuita natomiast położył św. Józefowi rękę na ramieniu i zapytał: - Czy pomyślałeś już, do jakiej szkoły wyślesz syna?
Idzie kapucyn przez pustynie i spotyka lwa. "Panie Boże niech ta istota ma chrześcijańskie uczucia"- poprosił Boga. Na to lew zatrzymał się, przeżegnał i zaczął się modlić: "Pobłogosław Panie te dary, które z twej hojności spożywał będę...".